Perypetie rodzinne cz. 8

Okazja do spotkania z kuzynami przyszła już pół miesiąca później. Zadbaliśmy o to sami. Mieliśmy stały kontakt, co było o tyle wyjątkowe, że w tej porze wakacji zwykle gniliśmy u cioci Wiesi bez zasięgu. Teraz ciocia jednak większość czasu albo siedziała w domu, modląc się i śpiąc, albo chodziła do kościoła, modląc się i pewnie też śpiąc. Kuzyni nie mieli w domu przyjemnej atmosfery. Ich rodzice większość czasu poświęcali załatwianiu papierów rozwodowych. Nigdy też nie było ich obojga naraz, ewidentnie się unikali. Chciałem jakoś wyrwać kuzynów z tego emocjonalnego dołka, dlatego zaproponowałem im wyjazd na obóz piłkarski. W końcu co tak nie zbliża ludzi jak wspólna pasja. Co niezbyt zaskakujące, zgodzili się natychmiast. Tą łyżką dziegciu w beczce miodu był fakt, że nie pojedzie moja siostra. Chociaż to też nie było zaskoczeniem. Niemniej, nie zamierzała gnić w domu i też postanowiła się uwolnić od domu i naszej matki. Podchwyciła mój pomysł i znalazła odpowiedni dla siebie obóz.
Ja sam nie mogłem się doczekać, mimo że czekały mnie dwa tygodnie niezłej harówy.

Ciężko opisywać każdy dzień obozu z osobna, więc skupię się na nim jako całości. Zwłaszcza, że kolejne wbrew oczekiwaniom wyglądały podobnie. Spędzaliśmy je na treningach, przerwach, znowu treningach i ewentualnie przerwach przez kolejnymi treningami. Nie ma co, Liam to był twardy gość (mając tu na myśli wytrwałość). Obozowicze upodobali sobie dla niego masę przydomków czerpiących od legend afrykańskiego futbolu. Siłą rzeczy nie byłem gwiazdą obozu, ale udawało mi się przynajmniej nie zostać na szarym końcu.

Chłopcy trenowali osobno, dziewczęta osobno. Późnym popołudniem nadchodził jednak moment, na który prawdopodobnie wszyscy czekali najbardziej. Wtedy dostawaliśmy wolną rękę do gry, co w praktyce oznaczało mieszane składy i zaciętą rywalizację, bo dziewczyny nieczęsto odstawały od chłopaków. Pojawiły się także dodatkowe, niespodziewane atrakcje. Pewnego razu drużyna Liama zmuszona była zmuszona była zagrać bez koszulek z powodu braku oznaczników. Jego odsłonięta klatka piersiowa z powodów natury fizycznej stała się obiektem pokrętnej fascynacji u dziewczyn. Czasem odnosiłem wręcz wrażenie, że niektóre zawodniczki celowo na niego wpadały. On nic sobie z tego nie robił, a przynajmniej nie dawał po sobie poznać, że ta cicha kokieteria jakoś go rusza.
Osobą, która zdawała się najbardziej przejęta ze wszystkich, była Chloe. Nie sądzę, żeby zazdrościła bratu spojrzeń innych dziewczyn. Chodziło raczej o naturalną rywalizację w rodzeństwie.
Co prawda skutkowało to żmijowatymi spojrzeniami rzucanymi koleżankom, ale było nawet zabawne. Któregoś jednak razu, kiedy dopiero co odsłonięta klatka Liama ponownie wzbudziła zachwyt u wielu osób, nie wytrzymała. Grała akurat w tej drużynie co brat, więc biegała w staniku. Ostentacyjnie rozpięła jego sprzączkę i odrzuciła na bok. Zerknęła na mnie i mrugnęła porozumiewawczo. Byłem już przyzwyczajony do widoku jej cycków, więc specjalnie się nie przejąłem, choć byłem z deczka zaskoczony. Bardziej bawiły mnie wypchane spodnie moich kolegów. Z czasem zadziałał ciekawy mechanizm społeczny, bowiem reszta dziewczyn okazała się nie tak nieśmiała i też stwierdziła, że będzie grał z cyckami na wierzchu. Wtedy ja także zacząłem mieć problemy z wypchanymi spodniami.

Mniej więcej w połowie obozu Liam skręcił kostkę. I to nie byle jak, bo akurat wpadła na niego jedna z najgorętszych dziewczyn na obozie, niestety urodzie nie dorównywała zgrabność. Dość szybko przyjechał po niego David. Okazało się, że przebywał akurat w pobliskiej mieścinie. Normalnie byłoby to dziwne, ale teraz bywał w Olsztynie tak rzadko, że mógł szwędać się wszędzie. Przedwczesny wyjazd Liama spowodował pogorszenie atmosfery na całym obozie, choć nie sposób ukryć, za czym wzdychała żeńska strona obozu. Ja, niemniej, nadal dawałem z siebie wszystko, co powodowało, że wieczorem padałem na łóżku i nie miałem zamiaru wstawać.

Pewnego razu, po trochę luźniejszym dniu, udałem się do mojego domku, który dzieliłem rzecz jasna z paroma innymi chłopakami. Nie byli oni jednak zbyt sympatyczni ani rozmowni. Ogarnąłem się, żeby nie śmierdzieć innym i z braku lepszego pomysłu ległem na łóżko. Nic ciekawego nie przyszło mi do głowy i wkrótce potem odpłynąłem. Zbudziło mnie ciche pukanie. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Za oknem panował mrok, a reszta chłopaków spała w najlepsze. Wtedy znowu usłyszałem pukanie. Obróciłem się i zobaczyłem, że ktoś delikatnie stuka knykciami w szybę. Po chwili postać wychyliła głowę. Była to, bo któżby inny, Chloe. Uśmiechnęła się do mnie lekko i gestem wskazała na dwór. Zastanawiałem się przez 3 sekundy, po czym po cichu wybiegłem z domku. Noc była ciepła, więc nie przejmowałem się, że wychodzę w samej piżamie. Okrążyłem domek i z pewnym zdumieniem zobaczyłem, że moja kuzynka ma na sobie jedynie lawendową koszulę nocną.
– Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam? – spytała. Wyglądała naprawdę słodko. Pokręciłem przecząco głową.

Z braku laku poszliśmy do pobliskiego lasku. Tak na wszelki wypadek. Miękki mech uginał się pod naszymi bosymi stopami, a zewsząd dobiegały nas dźwięki nocnego życia. Długo milczeliśmy, wsłuchując się.
– Jak w domu? – rzuciłem w końcu niepewnie.
– Nienajgorzej – westchnęła. – W sumie mało się działo ostatnio. Rodzice ciągle latają gdzieś po urzędach. Fajnie się było wreszcie gdzieś wyrwać.
Znowu milczeliśmy przez chwilę, kiedy usłyszałem ten znajomy już dla mnie szloch. Obróciłem głowę. Chloe nie mogła już opanować emocji. Po prostu wtuliła się we mnie mocno.
– Och Wojtek, nie mam już siły – wyszeptała przez łzy. – Całe życie łudziłam się, że nasza rodzina jest wyjątkowa, i dlatego tak szybko wprowadzili nas w świat seksu. Skończyłam wtedy 13 lat. Pamiętam, że David siłą rozwarł mi nogi i wtargnął we mnie. Nigdy nie doświadczałam takiego bólu, jak kiedy deflorował mnie swoim drągiem. Ruchał mnie tak długo, aż wbrew sobie zaczęłam szczytować. Była to niewielka nagroda za tak utraconą cnotę. Później, kiedy zdobywałam doświadczenie, uznałam, że było to konieczne. Z czasem doceniłam model rodziny, w jakiej żyję, bo na zawołanie miałam dostępne kutasy brata i ojca.

Spojrzała mi głęboko w oczy.
– Ale to wszystko było mydlenie oczu. Prawda jest taka, że dawno już przestałam postrzegać ich jako rodziców, a w zamian za to jako ciekawych partnerów seksualnych. Jak się okazało, oni też prowadzili na boku własne życie. Czasem się zastanawiam, czy nie spłodzili nas tylko po to, żeby móc się z nami ruchać.
Brzmiało to brutalnie, ale w świetle tych wydarzeń nie tak absurdalnie. Chloe uspokoiła nieco swój oddech.
– Tęskniłam za tobą Wojtek. Kiedy do nas przyjechaliście, mieliśmy z bratem nadzieję, że trafią się ciekawi ludzie. Ale kiedy się ze mną kochałeś, pierwszy raz od dawna nie poczułam się jako zabawka. Było tak dobrze... Proszę cię Wojtek, zerżnij mnie tu i teraz.

Zadarła do góry koszulę nocną, eksponując swoją cipkę, całą już ociekającą sokami. Nie zastanawiałem się długo. Przyparłem kuzynkę do drzewa i w pośpiechu ściągnąłem spodenki. Jednym ruchem wjechałem kutasem w rozgrzaną piczkę Chloe i przestraszyłem się nieco, słysząc jej donośny, ekstatyczny okrzyk. Zamknąłem jej usta swoimi i było po problemie. Od razu przeszedłem do sedna sprawy. Miarowo wbijałem kutasa w jej rozgrzane wnętrze i starałem się hamować jej jęki. Naraz zdałem sobie sprawę, jak brakowało mi bliskością z kuzynką. Jej delikatne, rozedrgane ciałko, jej delikatna skóra, jej urywany oddech – wszystko to powodowało, że od razu czułem się błogo. Świadomość, że jesteśmy rówieśnikami, chyba jeszcze bardziej mnie podniecała. Bo o ile ciocię Amelię ruchało się dobrze, to bariera wieku była nie do pokonania. Za to teraz w moim ramionach spoczywała osoba mająca równo tyle lat co ja, mało tego, jej życie rodzinne właśnie zostało rozbite. Wręcz poczuwałem się do obowiązku pocieszenia jej. Niemniej, oboje czerpaliśmy z tego niemożliwą do opowiedzenia radość. Chloe zaplotła smukłe nogi na moich lędźwiach i za każdym pchnięciem jeszcze bardziej wciskała mnie wgłąb siebie. Nasze języki wirowały w romantycznym tańcu, wymieniając między sobą ślinę. Nasze umysły odlatywały, ale ja nadal czułem ją o swoich ramionach. Uczucie w moim sercu ponownie zapłonęło. Pożądałem Chloe całym sobą. Uczucie to wzmagane było przez jej pochwę, tak szczelnie przyjmującą kutasa. Wrzałem już.

Złapałem z kuzynką kontakt wzrokowy. Lekko skinęła głową. O ile to możliwe, jeszcze zintensyfikowałem pchnięcia, a finisz się zbliżał. W jednym momencie Chloe zawyła donośniej niż wcześniej, a ściany cipki mocno zacisnęły się na moim kutasie. Wtedy ja też przekroczyłem swoją granicę. Z ulgą wbiłem penisa po nasadę i jęcząc wstrzeliłem pierwszą dawkę nasienia wgłąb pochwy kuzynki. Za nią nadeszły kolejne. Jej cipki silnie pulsowała, wysysając z mojego penisa kolejne salwy spermy i przyjmując do siebie. Nie potrafiłem wytłumaczyć, dlaczego dochodzenie w środku jest takie ekscytujące, skoro było to preferowane przez osoby pragnące potomstwa. Tak czy inaczej ledwo trzymałem się na nogach. Postawiłem Chloe na ziemię. Z fascynacją patrzyła, ja po jej udach wolno spływa moja sperma.
– Dziękuję ci – powiedziała wreszcie Chloe, odzyskując równowagę. – Dawno się tak dobrze nie czułam.
– Ja też.
– Mogę mieć do ciebie prośbę?
– Pewnie – odparłem.
– Do końca obozu bądź moim chłopakiem – rzekła z uśmiechem. – Praktycznie nikt nie wie, że jesteśmy spokrewnieni, a nie mogę się doczekać reakcji twoich koleżków. Co ty na to?
Skinąłem głową, szczerząc zęby.

Nasz udawany związek rzeczywiście wzbudził niemałe poruszenie. Już wcześniej w domku, udając, że śpię, nasłuchiwałem, jak koledzy rozmawiali o tym, jaką to Chloe jest niezłą dupę i jakby ją chętnie wyobracali. Na mieszanych meczach jej ciało pożerało wiele pożądliwych spojrzeń. Teraz nagle wszyscy stali się wobec mnie bardziej uprzejmi, szczególnie kiedy w pobliżu była ze mną Chloe. Nigdy nie sądziłem, że będę czerpać takie korzyści z udawanego związku, ale nie protestowałem. Pod koniec obozu zaczynałem wręcz żałować, że to wszystko jest tylko na niby. Ale nie mogłem narzekać, bo we mnie i Chloe wyzwoliła się taka chcica, że niejeden raz jeszcze ruchaliśmy się gdzieś ukradkiem. Żałowałem, że musiałem się z nią rozstać, ale wracała przynajmniej do Liama, który zapewne utyskiwał nie tylko przez kontuzję, ale i samotność. Ja cieszyłem się, że po dwóch tygodniach mogłem znowu zobaczyć własną siostrę. Mieliśmy sporo tematów do obgadania.

Wkrótce potem wydarzyła się kolejna zastanawiająca rzecz. Pewnego wieczoru bowiem dokładnie opowiedziałem Laurze o tym, co zaszło między mną a Chloe. Następnego dnia matka wyjechała nam z informacją, że ciocia Wiesia źle się czuje i niezwłocznie musimy do niej jechać, żeby się nią zaopiekować. Zbieżność przypadków była nieprawdopodobna, ale nie chcieliśmy wyjść na nieczułych i zabraliśmy się razem z Iwoną w góry. A mówiąc dokładnie, osiedliśmy na dwa tygodnie na totalnym, boleśnie nam znanym zadupiu. Nie było tu niczego – internetu, zasięgu, lokalnych atrakcji. Jedyne, co mogliśmy robić, to łazić po górach i wysłuchiwać niekończących się narzekań cioci Wiesi. Choć od owego zbiorowego snu minęło trochę czasu, nadal strasznie to przeżywała i musiała to oznajmiać skrzekliwym głosem wszystkim wokół. Łączyła to oczywiście z retrospekcjami o swojej nudnej przeszłości i opowiadała o zepsuciu świata. Przez dłuższy czas starała się nas namówić, żebyśmy chodzili z nią do kościoła, i to codziennie. Za którymś razem odpuściła, ale była wyraźnie niepocieszona i nieustannie mamrotała pod nosem o demoralizacji dzisiejszej młodzieży. Nasza matka przyglądała się temu i nie okazywała żadnej reakcji. Przyzwyczaiłem się już do tego, ale nadal nie rozumiałem, jak Iwona może nie dostrzegać zacofania starszej siostry. Nasza matka była w gruncie rzeczy normalną, dobrze prowadzącą się kobietą, niemniej mydliła oczy sobie i innym. Miała wrażenie, że jeśli wcześniej cała nasza rodzina stała na rozdrożu, to teraz rozjechała się w dwóch przeciwnych kierunkach. Po jednej stronie mieliśmy gniazdo totalnego ciemnogrodu i obłudy, z drugiej zaś zupełną rozpustę i brak zrozumienia. Najbardziej cierpieli na tym najmłodsi, czyli ja, Laura, Chloe i Liam. Nie wyglądało na to, żeby cokolwiek w naszej rodzinie miało się zmienić na lepsze.

Wakacje chyliły się ku końcowi, a ja miałem coraz większe rozkminy na temat zbliżającego się roku szkolnego. Nie ulegało wątpliwości, że te wakacje zmieniły nas wszystkich i wprowadziły w nowe realia, ale trzeba było wrócić do szkolnej rzeczywistości. Oznaczało to znacznie mniej czasu na spotkania z kuzynostwem, choć i tak nie wiadomo było, jak poukłada się ich życie po rozwodzie rodziców. Zastanawiało mnie także, czy będę w stanie przystosować się z powrotem do starego środowiska. Miałem wątpliwości, ponieważ w rodzinie wiele rzeczy wyglądało inaczej niż w innymi ludźmi, a już szczególnie seks. Szczególnie obawiałem się o moje relacje z siostrą, które w każdej chwili mogły jeszcze bardziej rozkwitnąć. Nie wiedziałem, jak będę teraz myślał o koleżankach, które podobały mi się wcześniej. Pytania mnożyły się w mojej głowie i wręcz już pragnąłem, żeby wakacje się skończyły.

Tych wakacji czekała mnie jednak jeszcze jedna niespodzianka. Minęła już połowa sierpnia, a ja wraz z siostrą pogrążałem się w letargu, z którym nie mogliśmy nic zrobić. Siedzieliśmy sobie właśnie w salonie, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Laura poszła otworzyć. Chwilę ktoś krzątał się w wiatrołapie i do środka weszła Chloe we własnej osobie. Popatrzyła na mnie i odniosłem wrażenie, że w jej oczach czaił się strach.
– Cześć, jest wasza matka? – spytała. Pokręciliśmy głowami.
– Okej – Chloe spróbowała uspokoić oddech. – Jest sprawa, Wojtek.
Zabrzmiało to wyjątkowo poważnie nawet jak na nią. Wyraźnie zwlekała z oznajmieniem nowiny, ale im dłużej wpatrywałem się w jej oczy, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to będzie mocny nius.
– Wojtek – powiedziała, a oczy jej się zaszkliły. – Ja... jestem w ciąży.
Gapiłem się na nią tępo. Nie docierało do mnie, co to dla mnie oznacza.
– Będziesz ojcem, Wojtek – dodała Chloe. Jej głos lekko wibrował, ewidentnie oczekiwała jakiejś reakcji z mojej strony. A tymczasem w mojej głowie walił się cały mój świat. Zapłodniłem kuzynkę przez własną nonszalancję i ignorancję. W tak młodym wieku był to tym bardziej szokujące. Mieliśmy dopiero 15 lat. I mieliśmy mieć dziecko.
– Nie... cieszysz się? – zapytała Chloe łamiącym głosem. Zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie przez dłuższą chwilę gapiłem się bezmyślnie w ścianę. Podbiegłem do kuzynki z zarzuciłem jej ręce na szyję. Namiętnie pocałowałem wybrankę mojego losu.
– Czy się cieszę? – zapytałem przez łzy. – Jeszcze się pytasz?! Oczywiście, że się cieszę kochanie!
Chwyciłem ją w pasie i obkręciłem w powietrzu dookoła. Łzy szczęścia same płynęły z moich oczu. Ciągle jednak patrzyłem na Chloe, która też nareszcie się uśmiechnęła. Po postawieniu na ziemię została w moich ramionach.
– Jestem po prostu w szoku – dodałem szczerze – przecież nie planowaliśmy... Zaraz. Nie planowaliśmy, prawda?
Moja kuzynka spuściła wzrok.
– Kocham cię Wojtek. Wiem, że to chore, ale chcę być z tobą. Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że tylko z tobą będę mieć dziecko. Dlatego na obozie nie zażyłam tabletek.
Zamknąłem oczy, próbując zebrać chaotyczne myśli. W końcu odezwałem się.
– Wiesz Chloe, podejrzewam, że w normalnej rodzinie wkręcanie 15-latka w posiadanie dziecka uznane zostałoby za akt skrajnego zepsucia. Ale na szczęście – uśmiechnąłem się – jesteśmy Różeccy. Kocham cię Chloe i, choć próbowałem rozsądkiem tłumić to w sobie, chcę być z tobą. Wspólnie wychowamy nasze dziecko.

Spojrzeliśmy na siebie raz jeszcze i wybuchliśmy śmiechem. Ze szczęścia. Obróciłem się nieco. Laura stała i starała się nie rozpłakać.
– No proszę, braciak o rok młodszy, a już się hajta – zdołała z siebie wykrztusić. Wiedziałem, że wypowiadała takie kąśliwe uwagi, żeby całkiem się nie rozkleić.
– Na tym nie koniec niespodzianek – rzuciła Chloe – przeprowadzam się do waszego miasta, będę chodzić z tobą do szkoły.
– Serio?!
– Mhmm – przytaknęła z uśmiechem – wątpię, żeby moi starzy robili jakieś problemy z tego powodu. W końcu jeden z nich na pewno się gdzieś wyprowadzi.
– A co z Liamem? – spytałem. – Chyba go tam nie zostawisz?
Mina kuzynki zrzedła nieco.
– To była nasza wspólna decyzja.
– Dlaczego w ogóle mielibyście podjąć taką decyzję?!
Chloe westchnęła.
– Ponieważ w Olsztynie mamy gimnazjum łączone z liceum, chodzimy tak naprawdę do jednej szkoły. Niestety sekretów naszej rodziny nie dało się utrzymać w tajemnicy i po szkole rozniosła się wieść, że chodzę z własnym bratem do łóżka. Och Wojtek, nie wiesz, jak ludzie potrafią być okrutni wobec takich odmieńców. Wytykają cię palcami, obgadują, oczerniają... Z roku na rok było coraz gorzej. Teraz, kiedy jestem w ciąży, byłabym tam skończona. Podjęliśmy decyzję, że do czasu porodu na pewno musimy unikać sytuacji, które budzą skojarzenia. Dlatego uznaliśmy, że nie możemy być w jednej szkole.
– Ale jesteś przecież w ciąży z własnym kuzynem. Nie boisz się, jak ludzie zareagują na to? – spytałem.
– Boję się – westchnęła. – Ale chcę zacząć od nowa. Z tobą.
– Niemniej naszych rodziców nie będzie się dało utrzymać z dala od tematu i będzie to dla nich spory szok – stwierdziłem.
– Tak, ale proszę cię, dlaczego mielibyśmy się przejmować ich opinią? Byli beznadziejnymi rodzicami. My będziemy inni.
– Rozumiem też, że ponieważ będziemy chodzić do tej samej szkoły, wprowadzasz się do nas, prawda? – spytałem pogodnie.
Chloe nieśmiało skinęła głową.

Nasza matka była szczerze zaskoczona przeprowadzką Chloe, ale nie dała poznać po sobie niezadowolenia. Im dłużej myślałem o naszym dziecku, tym szczęśliwszy byłem. Doszedłem do wniosku, że skoro życie i tak zaczęło mi się walić i usuwać spod nóg, to trzeba chwytać je pełną garścią i iść przed siebie. Nie obchodziła mnie opinia publiczna. Liczyła się tylko Chloe. Na samiuteńkim końcu wakacji mogłem być naprawdę szczęśliwy, bo znalazłem miłość mojego życia. No, po prawdzie więcej niż jedną.

cdn.
Dodał/a: Biały Kruczek w dniu 5-01-2020 - czytano 4484 razy.
Słowa kluczowe: rodzinka


Komentarze (0)


Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Perypetie rodzinne cz. 8"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)