Perypetie rodzinne cz. 7

W jednej chwili otworzyłem oczy i wrzasnąłem. Podniosłem się na łóżku i rozejrzałem nerwowo po pokoju. Poczułem nagły przypływ spokoju, ujrzawszy te znajome już ściany, mimo że byliśmy u wujostwa zaledwie od paru dni. To poczucie odzyskane bezpieczeństwa nie dawało mi jednak spokoju. Wystarczyła chwila szperania w pamięci, a moją głowę zalała fala wizji jak z koszmaru. Wszyscy zostaliśmy mentalnie upodleni. Zapomnieliśmy jak się nazywamy. Staliśmy się seksualnymi zabawkami. Pragnęliśmy wielkiego, zbiorowego rozpłodu. Wspomnienia nie chciały opuścić mojej głowy, mimo że usilnie starałem się je wyrzucić.

– Wojtek – usłyszałem swoje imię. Nienaturalnie szybko uniosłem głowę. Miałem też nieco rozbiegane spojrzenie, przez co musiałem zmrużyć oczy. W futrynie stała ciocia Amelia. Jej głos zabrzmiał niezwykle zwyczajnie jak na nią. Często przepełniony był perwersją, teraz jednak nie nadawała mu żadnej intonacji. Ubrana też była jakoś tak zwyczajnie, w prostą sukienkę, jednak najdziwniejsze było jej spojrzenie, pozbawione tego charakterystycznego zacięcia. Świdrowało mnie, jakby próbując dojrzeć moje wspomnienia.
– To był tylko sen.
Nagle stało się to dla mnie oczywiste. Nie istniała inna możliwość. Byłem jednak w takim szoku, że nie przyszło mi nawet do głowy zapytać, jakim cudem doszło do tak odjechanego, zbiorowego snu. Narastająca między nami cisza stawała się niezręczna, ale kompletnie nie miałem pojęcia, co powinienem i co mogłem powiedzieć w tej sytuacji.
–Myślę, że ktoś chce się z tobą zobaczyć – oznajmiła wreszcie i przesunęła się nieco na bok, odsłaniając druga postać. Serce zabiło mi mocniej, mimo że widziałem ją praktycznie nieprzerwanie od 15 lat, czyli w skrócie całe moje życie. Laura, ubrana podobnie jak ciocia, niepewnie wkroczyła do pokoju ze spuszczoną głową, jakby oczekiwała, że ją za coś zbesztam bądź ukaram. Sytuacja stawała się przez to naprawdę absurdalna z postronnego punktu widzenia. Co mnie to jednak obchodziło? Serce mi się krajało, widząc moją siostrę w stanie takiego spięcia i niepewności.

– Laura? – spytałem nieśmiało. – Nie musisz się mnie bać.
Prawdopodobnie pod wpływem mojego ciepłego głosu poczuła się zachęcona i uniosła twarz. Drgnąłem z zaskoczenia. Po jej policzkach spływały gęste strugi łez, warga jej lekko drżała. Wyglądała, jakby ledwo powstrzymywała się przed tym, żeby się nie rozkleić. Być może powinienem wtedy coś powiedzieć, ale milczałem zdezorientowany. Nasze spojrzenia się spotkały i w tym właśnie momencie wybuchła rzewnym płaczem. W rozpaczy zarzuciła mi ręce na szyję i zatopiła swoje usta w moich. Bliskość jej ciała zawsze wprawiała mnie w stan rozluźnienia i tak było także tym razem. Ja również mocniej się w nią wtuliłem i pozwoliłem jej przeżywać to, co przeżyć musiała. Zadziwiać mogło, że w takich momentach nawet niezbyt wzrastało moje podniecenie, mimo że w moich ramionach spoczywał obiekt mojego chorobliwego momentami pożądania, a jednak w takich chwilach takie potrzeby schodziły na dalszy plan.
– Co się stało, moja starsza siostrzyczko? – spytałem w końcu czule Laurę, wciąż co chwilę targaną spazmami szlochu. Spojrzała mi głęboko w oczy, jednak tym razem uspokoiła głos na tyle, by być w stanie przemówić.
– Przepraszam cię – wyszeptała. – Boję się tego, co wydarzyło się w tamtej piwnicy. Ja... nie byłam sobą...
Przywołałem tę sytuację w pamięci i nie mogłem powstrzymać się przed wzdrygnięciem. Myśl, że siostra chciała się rozmnażać się nie tylko ze mną może nie była przyjemna, ale przecież na końcu myślał tak wtedy każdy z nas.
– Nikt z nas nie był sobą – zaprotestowałem przytomnie.
– Tak, ale... Wojtek! – wręcz wykrzyczała mi to w twarz. – Dobrze wiesz, co wtedy powiedziałam o naszych relacjach. Bałam się, że mogłam cię stracić, że nie chciałbyś już być moim bratem, że...
– Ci... – stanowczo przyłożyłem jej palec do ust. – Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, Laura, i zapamiętaj dokładnie to co ci powiem. Nie stracisz brata. Nie stracisz mnie. Żaden z nas nigdy nie straci drugiej połówki swojego rodzeństwa. Idziemy przez to pieprzone życie razem od 15 lat i przejdziemy je tak do samej usranej śmierci. Żadne wydarzenia nie są się w stanie zmienić tego, kim dla siebie jesteśmy. A wiesz, dlaczego?

Spojrzała mi pytająco w oczy.
– Bo cię, cholera, kocham siorka.
Łzy same napłynęły mi do oczu. Zobaczyłem natomiast, że Laura, chociaż nadal miała łzy w oczach, uśmiechnęła się ze szczęścia.
– Chyba masz rację braciak.
Kątem oka zerknąłem na bok, w miejsce, gdzie stała ciocia Amelia i przyglądała się całej tej sytuacji. Znowu uderzyła mnie ta odmienność w jej postawie. Zwykle przyjmując taką pozycję miała zamiar wygłosić jakąś sprośną uwagę, teraz wszak milczała i tylko uśmiechała się nieco, jakby ze wzruszenia. Patrząc na tę twarz, przypomniałem sobie jednak jeszcze raz, co wydarzyło się w piwnicy. Przed oczami stanął mi obraz cioci Amelii, bezwzględnej dominy poniżającej swoje sługi.
– Ty... – wysyczałem. – Ty... szmato!
Zaskoczona Laura próbowała mnie jakoś pohamować, ale ja już cały wrzałem.
– Teraz rozumiem, że nie tylko jesteś, jak wcześniej ostrzegała nasza matka, niezrównoważona, ale jesteś też puszczalską szmatą, która lubi być tylko wypełniana spermą, ale boisz się do tego przyznać i dlatego mącisz innym w głowach, by stali ci się posłuszni. Mam rację?

Przez dłuższą chwilę wydawało mi się, że nic nie odpowie, ponieważ spuściła głowę, niezdolna na mnie patrzeć. Byłem ostry, ale nie powinno to dziwić w tak chorej sytuacji. W końcu jednak cichym głosem odezwała się.
– Nie chciałam Wojtek, żeby tak to się skończyło.
– A czego się spodziewałaś, robiąc z nas zwierzęta?! Wiesz, jak czuje się osoba, która zapomina, jak się nazywa?! No właśnie za chuja nie wiesz, bo patrzyłaś na nas z góry, kiedy jak psy byliśmy gotowi służyć ci jako zabawki!
– Nie wiedziałam, co robię – przyznała. – Liczyłam, że pokazując Iwonie i wam, że tak naprawdę w każdym z nas drzemie zwierzę, nie będę już postrzegana jako odmieniec. Przez te wszystkie lata separacji ja naprawdę tęskniłam za siostrami, ale miałam związane ręce przez famę, jaką narobiła mi wasza matka. To był akt desperacji. Liczyłam też, że rozwiąże się sprawa z waszym ojcem, z którym szczęśliwie udało się skontaktować.

Urwała na moment, przyglądając się naszej reakcji. Wątpliwości, które przeżywałem w piwnicy, naszły mnie ponownie. Świadomość posiadania ojca była dla mnie szczerze niesamowitym uczuciem. Dotychczas pozostawał z tyłu głowy, wiedziałem jedynie, że zostawił nas za młodu, teraz natomiast, gdy jego wizja stawała się tak jasna, nie mogłem powstrzymać skrytej euforii, mimo że prawdopodobnie nie był zbyt zainteresowany własnymi dziećmi.
– Co do naszego ojca, to... jak było naprawdę? – spytałem niepewnie.
– W tym problem, Wojtek – ciocia odparła smutno – wasi rodzice przedstawiali odmienne wersje historii, a i tak mówili mało. Wasza matka obwiniała oczywiście Arnolda, oskarżając go o gwałt, on z kolei przedstawiał się jako niewinnego, utrzymując, że jako niepełnoletni został wkręcony. To jednak nie tłumaczy, dlaczego do zapłodnienia doszło dwa razy, i to w tak krótkim odstępie.

Milczeliśmy przez chwilę. Nie wiedziałem, co mam myśleć o całej tej sytuacji. W końcu odezwała się ciocia Amelia.
– Przepraszam was, że tak to się skończyło, ale prawda jest taka, że była to po prostu kulminacja konfliktu utrzymującego się w naszej rodzinie od wielu, wielu lat. Jesteście już duzi i widzicie, jak podzielona i odizolowana jest większość naszej rodziny. Być może przyjeżdżając tutaj odnieśliście wrażenie, że w naszym domy panuje bezbrzeżne szczęście i wszyscy są szczęśliwi. Niestety w tym przypadku, jak w wielu innych, sprawy nie rysują się tak kolorowo. I nadchodzi czas, żeby zażegnać te konflikty, nieważne czy w przyjemny sposób.
Uśmiechnęła się do nas smutno i wyszła.
Ja obróciłem się i spojrzałem Laurze w oczy. Nie musieliśmy tutaj nic dodawać, zresztą ciężko by było, bo oboje byliśmy w mocnym szoku. W miejsce wyjaśnionych zagadek wciąż wyrastały nowe.

Popołudniu pod dom podjechał samochód. Wkrótce drzwi się otwarły i do środka weszła reszta domowników. David jak zwykle tryskał humorem i powitał nas, w swoim stylu, niepowtarzalnym wierszykiem. Jednak kiedy spojrzał na swoją żonę, jego uśmiech zbladł wyraźnie. Było to o tyle dziwnie, że David praktycznie zawsze się uśmiechał. Zaraz oczywiście z powrotem szczerzył zęby, co jednak wydawało się już troszkę sztuczne. Nieco z tyłu stało natomiast nasze kuzynostwo. Spojrzenia moje i Liama spotkały się. Mulat porozumiewawczo kiwnął głową. W jednej chwili wraz z siostrą poszli na górę, co uczyniłem więc też ja z Laurą. Zamknęliśmy się w pokoju.
– Dobra, co się dzieje? – moja siostra od razu przeszła do rzeczy.
– Jest nienajlepiej – odparła Chloe z kwaśną miną. – Staruszkowie zdają się mieć jakąś spinę i nie chcą powiedzieć o co chodzi. Ów zbiorowy sen, który dla mnie i Liama był zresztą podobnym zaskoczeniem jak dla was, tylko pogorszył i tak już nienajlepsze relacje.
– Te wakacje będą wyglądać nieco inaczej niż byśmy chcieli – dodał Liam. – Z siorką szczerze powątpiewamy, żeby w obecnej sytuacji ciocia Iwona pozwoliła wam u nas zostać. Mało tego, dzisiaj wieczorem przyjeżdża tutaj z ciocią Wiesią. Niby minęło nieco czasu, ale i tak szykuje się naprawdę ostra wymiana zdań.
– Zaraz – wtrąciłem się – co masz na myśli przez "nieco czasu"? Ile my spaliśmy?
– To nikt wam nie powiedział? – Chloe szczerze się zdziwiła. – No cóż, powiedzmy, że jakiś... eee... tydzień?
– Tydzień?! – krzyknęliśmy z siostrą jak jeden mąż.
– No dobra, może sześć dni... Tak, wiem, to nie ma znaczenia... W każdym razie narkoza okazała się najwidoczniej bardzo, ale to bardzo skuteczna.
– I tak cud, że się nasi starzy jeszcze nie pozabijali – dodał Liam. – Zakładamy jednak, że ciocia Iwona przyjedzie dzisiaj zabrać was z powrotem. Plus powiedzieć naszym rodzicom to i owo.
Spojrzeli z siostrę ponuro po sobie. Czy tak miał się zakończyć nasz zbawienny wyjazd?

Ciocia Amelia zaskoczyła nas natomiast, kiedy delikatnie poprosiła nas o siedzenie dzisiejszego wieczora na górze. Nie protestowaliśmy, dobrze też wiedzieliśmy, dlaczego. Późnym wieczorem rozległo się donośne walenie do drzwi. David poszedł otworzyć. W progu stanęły Iwona i Wiesia, całe przemoczone z powodu rzęsistego deszczu, który je zastał. Powitały domowników cierpkimi uśmiechami i zdjęły płaszcze. Amelia i David czekali w salonie, ale żadne z nich nie siedziało, a w dodatku stali dziwnie daleko od siebie, rzucając czasem wrogie spojrzenia. Kiedy goście weszli, Iwona odezwała się:
– Gdzie dzieci? – spytała cienkim, nienaturalnie ułożonym głosem.
– Och, nocują u znajomych Liama, nie chciałam, żeby były problemem – odparła Amelia, nawet nie mrugając. Wtedy załapaliśmy, że bierzemy udział w małej grze. I mamy siedzieć cicho.
– W porządku. W takim razie, możesz nam w takim razie siostrzyczko kochana powiedzieć, co ty do chuja nawyrabiałaś?! – wrzasnęła Iwona, a jej głos na końcu drastycznie narósł.
– Właśnie Amelio, ja aż do dzisiaj się trzęsę na to wspomnienie – dodała Wiesia. – O Boże, co też powiedziałby mój świętej pamięci mąż? Mimo że to był sen, musiałam ciężko pokutować przez ostatnie dni, żeby uzyskać odpust u mojego miłosiernego księdza, który jest członkiem parafii od...
– Siostry – przerwała Amelia i westchnęła, zbierając w sobie siły – chciałam po prostu coś zmienić w naszej rodzinie. Nie musimy już nawet dyskutować o wydarzeniach sprzed kilkunastu lat, bo to do niczego nie zaprowadzi. Chciałam wam pokazać, że w każdym drzemią zwierzęce instynkty, by przerwać ten jeden trawiący naszą rodzinę konflikt. Później okazało się jednak, że nie były to jedyne niedopowiedzenia – wymownie zerknęła na swojego męża. – Miałam przyjemność dowiedzieć się na przykład, że mój tak naprawdę nie jeździł na te ciągłe delegacje, a do swoich kochanek. I tak od kilku lat.

Pierwszy raz zobaczyłem ciotkę wściekłą. Chociaż jakoś się jeszcze trzymała, widać było, że aż kipiała ze złości.
– Jednakowoż – odparł Liam swoim głębokim głosem – wydało się także, iż Amelia w czasie moich nieobecności zwykła raczyć naszych gości swoimi wdziękami. Nie, przepraszam, zaiste dawała się po prostu wyruchać!
Patrzyli na siebie wilkiem i wydawało się, że kłótnia wisi na włosku. Zaraz jednak opanowali nerwy.
– Zgodnie uznaliśmy, że nasz związek w świetle tych faktów nie przetrwa, ponieważ dawno przekroczyliśmy racjonalną granicę zaufania – zaintonował David.
– Nie wiem dokładnie, co wniesie do całej naszej rodziny – rzekla Amelia – ale wspólnie podjęliśmy decyzję, że bierzemy rozwód.
Coś boleśnie ukłuło mnie w sercu. Tego bym się w tym domu nie spodziewał. Wszyscy wydawali się tutaj tacy szczęśliwi, a tak naprawdę rodzice robili jedynie dobrą minę do złej gry. Zdałem sobie wszak sprawę, że ktoś będzie cierpiał znacznie bardziej. Obróciłem się i zobaczyłem Chloe, łkającą po cichu. Wtuliła się w Liama, który usiłował być w tej chwili twardy. Słabo mu to wychodziło.

Iwona i Wiesia wyjechały wkrótce potem. Wiadomość o rozwodzie spadła na nie niczym grom z jasnego nieba i skutecznie ostudziła temperament. Byłem wszak pewien, że nadal postrzegają tę rodzinkę za ostro popieprzoną, ale w takim momencie nie chcieli dodatkowo im się naprzykrzać. "Potrafią być jednak wyrozumiali" – uśmiechnąłem się blado. Tylko ja i Laura zeszliśmy tego wieczoru na kolację. Rodzeństwo nie miało zamiaru, rodzice zresztą nie próbowali ich przekonywać. W milczeniu jedliśmy przy stole.
– Więc to dlatego? – spytałem, nie wytrzymując. – Dlatego kazaliście nam się siedzieć cicho jak myszy pod miotłą. Wcale nie po to, żeby uniknąć rozmowy z Iwoną i Wiesią, tylko żeby uniknąć rozmowy z wami. Mam rację?
– Wojtku – odparła ciocia Amelia z bladą miną. – Dla nas wszystkich to jest trudny czas. Czas przemyśleń o tym, co się wydarzyło, i o tym, co nas czeka. Jestem pewna, że nasze dzieci znajdą w sobie siłę i spróbują zrozumieć powagę sytuacji.
David jedynie skinął głową. Popatrzyliśmy na siebie porozumiewawczo z Laurę. W tym momencie milczenie i wzrokowa dezaprobata wyrażały więcej niż tysiąc słów.

Kiedy szedłem spać, usłyszałem jeszcze cichy szloch w poduszkę. Chciałem pójść pocieszyć Chloe, ale tylko pogorszyłbym sytuację. Nie wiedziałem, co mądry człowiek mówi drugiemu, z rozwodzącymi się rodzicami. Straciłem ojca w bardzo młodym wieku. Rano wrócił Liam. Okazało się, że tę noc spędził pod gołym niebem. Dobrze go rozumiałem. Facet czasem potrzebował innej formy doznawania cierpienia niż mężczyzna. Dobijało mnie to, że rodzeństwo nie miało nawet sił rozmawiać o tym między sobą. Ten dzień przyniósł jednak więcej nieprzyjemnych scen. Rodzice nieśmiało próbowali porozmawiać ze swoimi pociechami, które reagowały na to z wyjątkową niechęcią. W skrócie – dzień ten przyniósł tylko pogorszenie atmosfery, co jakimś cudem było możliwe. Mimo wszystko starałem się zapamiętać z wyjazdu jak najwięcej, kiedy wsiadałem z siostrą do pociągu. Nasi kuzyni słusznie przewidzieli koniec wyjazdu. Nie przewidzieli tylko okoliczności, w jakich się rozstaniemy. Staliśmy tak peronie, odwlekając ostateczne pożegnanie.
– Fajnie było – rzuciła Laura.
Wszyscy pokiwali głowami.
– Nie ma co zbytnio żegnać – dodałem. – Jestem pewien, że zobaczymy się jeszcze w te wakacje. Trzeba o tym pomyśleć.
Teraz kiwania były dużo żywsze. Zerknęliśmy na zegarki. Nadszedł czas. Z bólem serca zajmowałem swoje miejsce, bo wiedziałem, że taki wyjazd na pewno się nie powtórzy. Pociąg ruszył. Dopóki była możliwość, machaliśmy naszemu kuzynostwu, ale wkrótce zniknęli z pola widzenia. Siostra natomiast przysiadła się obok mnie i oparła głowę na twoim ramieniu.
– Cieszę się, że tu jesteś – szepnęła i zamknęła oczy. Sytuacja odwrotna do pierwszej jazdy, kiedy perfidnie unikała kontaktu ze mną.
Poczułem chwilowy spokój. Zauważyłem też, że przygląda nam się student siedzący naprzeciw. Nasze spojrzenia spotkały się.
– Taka dziewczyna to skarb – rzucił – nie daj jej sobie odbić.
Czasami serce wbrew zdrowemu rozsądkowi zaczyna bić szybciej, przepełnione nadzieją.

Nawet we własnym domu czułem się jakoś obco. Z pozoru nasze życie wróciło do normy, ale nie mogliśmy zachowywać się tak jak wcześniej. Nasza matka, co ciekawe, nie wykazała gruntownej przemiany. Była tak samo temperamentna jak kiedyś. Nie próbowaliśmy nawet rozmawiać z nią o niedawnych wydarzeniach, gdyż nic by to nie dało. I chociaż w sprawie wujostwa mieliśmy zapewne odmienne zdania, ja sam nie wiedziałem, co o tym sądzić. Tak bardzo szczęśliwa na pozór rodzina okazała się ostatecznie krucha. Nawet z Laurą rzadko rozmawialiśmy na ten temat. Ogólnie jednak moje relacje z siostrą znacznie się poprawiły. Dużo lepiej czuliśmy się w swoim towarzystwie i staraliśmy się spędzać ze sobą jak najwięcej czasu.

Było jednak coś, co nie dawało mi spokoju i musiałem w końcu powiedzieć o tym siostrze. Zauważyłem u siebie mianowicie zaskakującą przemianę własnej seksualności. Starałem się wyrzucić z pamięci ten pamiętny i zatrważający sen, w którym wszyscy wzięliśmy udział, ale nie potrafiłem. Dobrze wiedziałem, że takie wydarzenia zawsze odciskują piętno na ludzkiej psychice i nie inaczej było w moim przypadku. Zauważyłem, że obawiam się trochę własnego ciała i tego, co można z nim zrobić. To z kolei zmniejszało znacznie mój popęd, tak niepohamowany przecież w ciągu roku szkolnego. Jedynie siostra działała na mnie inaczej i to z banalnego powodu. Gdy się głębiej zastanowiłem, skonstatowałem ze zdumieniem, że ostatecznie nigdy jeszcze nie przespałem się z Laurą. Zawsze, kiedy byłem o krok, coś stawało na przeszkodzie.

Powiedziałem jej to pewnego wieczoru, starając się przy tym tonować emocje, które aż we mnie buzowały. Siostra popatrzyła na mnie swoimi pięknymi, zielonymi oczami. Nie tylko popatrzyła, ale wręcz wniknęła nimi wgłąb mnie. Uśmiechnęła się blado.
– Wiem – westchnęła. – Ale nie mogę.
Zamarłem, nie wiedząc, co powiedzieć.
– Nie po tym, co się wydarzyło – kontynuowała. – Widzę, że czujesz to samo co ja. Czujesz się dziwnie we własnym ciele, bo zrobiłeś z nim coś dziwnego i masz wrażenie, że już nie należy do ciebie.
– Ale przecież ty... – zacząłem. – A zresztą...
Laura przyglądała mi się chwilę w milczeniu i nagle uśmiechnęła się pod nosem.
– Czekaj, czy ty jesteś zazdrosny? – wyrzuciła radośnie.
– Co, że ja? Dlaczego miałbym być, to nic nie...
– Liam? – spytała krótko.
– ...
– No mów.
– Tak – westchnąłem – ale myślę, że to zrozumiałe.
– Masz rację – Laura przeczesała dłonią włosy. – Wiesz, trudno nazwać mi typy relacji, jakie nawiązaliśmy z naszym kuzynostwem, ale dobrze widziałam, jaka więź wytworzyła się między tobą i Chloe i uważam, że to świetne. Przez chwilę myślałam, że Liam posunie się trochę dalej wobec mnie... Ale potem ten powoli rozpalający się płomień przygasł.
Przerwała na chwilę, ale wciąż wpatrywała mi się głęboko w oczy. Działało to na mnie dziwnie uspokajająco.
– Wiesz, czasem sobie myślę, że nasza rodzina jest nienormalna. I trochę w tym pewnie prawdy. Ale boję się, że przekroczyliśmy jakąś granicę. Dlatego może... spróbujemy od nowa być dla siebie rodzeństwem?
– Oczywiście – odparłem. – Bardzo cię kocham i chętnie bym... hmmm... zrobił to i owo, ale jesteśmy mimo wszystko rodzeństwem i to się w tej chwili najbardziej liczy.
Milczeliśmy dłuższą chwilę.
– Ale wiesz co?
– Hmmm?
– Gdybyś miał ochotę, to możesz śmiało wskakiwać ze mną do wyrka. Już się przyzwyczaiłam, że nie śpię sama.

Uśmiechnąłem się tylko szeroko. Matka mogła być niebawem w lekkim szoku. Ale kogo top obchodziło?

cdn.

...

Po przeczytaniu komentarzy i dłuższym zastanowieniu uznałem, że historia ta zasługuje na naprostowanie i, być może, nawet zakończenie w przyszłości.
Komentarze zawsze mile widziane ;)
Dodał/a: Biały Kruczek w dniu 3-01-2020 - czytano 5326 razy.
Słowa kluczowe: rodzinka


Komentarze (1)

Fandnia 2020-01-14 17:28:57.

Masz niesamowity talent do tych opowiadań więc czekam na kontynuację.


Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Perypetie rodzinne cz. 7"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)