Oczy w kolorze kłamstw cz.15

- To nie ja go zabiłam. Dlaczego mi nie wierzycie?! – Paula zapytała o to już kilkakrotnie.
Mileny jednak nie wzruszał jej płaczliwy ton. Alberta również. Przesłuchiwali ją już półtorej godziny, w nadziei, że w końcu przyzna się do czegokolwiek. Ona jednak bez przerwy zaprzeczała, że jest winna śmierci Ernesta Maciejewskiego i nękania jego żony. Nie chciała nawet powiedzieć, co robiła w domu zmarłego, w którym obecnie zamieszkiwała tylko jego Łucja Maciejewska.
- Nie zrobiłam niczego złego – powiedziała kobieta i spojrzała na nich ze złością. Dziecinny szloch gdzieś zniknął i zastąpiło go zniecierpliwienie.
- Szkoda naszego czasu, na słuchanie tych śmiesznych usprawiedliwień. Została pani przyłapana na włamaniu do domu pani Maciejewskiej. Ściągnęliśmy pani odciski palców i za chwilę będziemy mieli ekspertyzę. Dowiemy się, czy to pani podrzucała do domu denata te nieprzyjemne paczki – powiedziała Milena.
- Nawet jeśli się zabezpieczyłaś i nie znajdziemy odcisków – dodał Nożyński, porzucając oficjalny ton – i tak zatrzymamy cię na czterdzieści osiem godzin za włamanie i utrudnianie śledztwa.
Paula pobladła. Jej buntownicza mina gdzieś zniknęła. Przeczesała dłonią swoje krótkie włosy i westchnęła.
- Niczego nie rozumiecie. Jej się to należało – odezwała się.
- Mówi pani o Łucji Maciejewskiej? – spytała Milena.
Kobieta kiwnęła głową.
- To przez nią Ernest mnie wyrzucił. I powiedział, że nie możemy się dłużej spotykać.
- Mieliście romans? – wtrącił się komisarz.
Paula wzruszyła ramionami.
- Spaliśmy ze sobą tylko raz. Przyszłam do nich do domu, kiedy Łucja była w pracy. Przyniosłam szkocką. Chciałam świętować skończenie nowego obrazu. Po kilku szklankach Ernest w końcu mi uległ. A potem powiedział, że to błąd i nie możemy już razem pracować, bo jego kochana Lucy zaczyna coś podejrzewać – Paula uśmiechnęła się krzywo – Mogłam go mieć tylko na chwilę. Bo zawsze liczyła się tylko ona.
Policjanci wymienili spojrzenia.
- To musiało cię zdenerwować – stwierdził Albert. – Na pewno zastanawiałaś się, jak możesz się na nim zemścić – prowokował.
Paula skinęła głową. Wydawała się roztrzęsiona. Perspektywa spędzenia dwóch dni w areszcie, wyraźnie ją przeraziła.
- Postanowiłam zabrać mu to, co najcenniejsze – szepnęła.
Albert ponownie spojrzał na Milenę. Oboje pomyśleli o tym samym. Życie. Postanowiła odebrać mu życie. Tymczasem Paula zupełnie ich zaskoczyła.
- Obraz. Zabrałam jej portret. Nie wiem czemu – znów wzruszyła ramionami – Chciałam dać mu nauczkę.
Stańczyk wstała i podeszła do okna. Czuła, że ta kobieta mogła mówić prawdę. Ale czy to, że przyznała się do jednego przestępstwa oznaczało, że nie popełniła innego?
- Co było dalej? – zapytała, nie odrywając wzroku od ulicy.
- Ernest od razu domyślił się, że to ja. Zadzwonił do mnie i krzyczał, że tego pożałuję. Faktycznie zaczęłam żałować, że to zrobiłam. Z jego głosu biła nienawiść. Nie chciałam, by mnie nienawidził… Z drugiej strony, czułam wielką satysfakcję. W końcu dostał za swoje. Postanowiłam trochę się z nim potargować. Chciałam zaproponować, że oddam mu obraz, jeśli przyjmie mnie z powrotem do pracy. I obiecać, że Łucja o niczym się nie dowie. Poszłam do galerii… A tam, znalazłam go martwego.
Sierżant Stańczyk podeszła do biurka. Pozostała jeszcze jedna kwestia.
- To pani wysłała Maciejewskiej kartkę i pocięty obraz? – zapytała.
Paula skinęła głową.
- A dziś, co tam robiłaś? – zainteresował się komisarz.
Kobieta odetchnęła głęboko. Jej klatka piersiowa zadrżała.
- Nie wiem, co mi odbiło. Poszłam tam, żeby popryskać wszystko jego perfumami…
- Jak się tam dostałaś?
Odchrząknęła.
- Miałam klucze od Ernesta. Przynosiłam mu do domu dokumenty, ubrania z pralni i wszystko czego akurat potrzebował. Uznał, że tak będzie łatwiej. Kiedy malował, był w swoim świecie. Nie miał czasu otwierać mi drzwi. Miałam je oddać, kiedy skończyliśmy współpracę, ale zapomniałam o tym. A potem stwierdziłam, że jednak się przydadzą…
Milena dalej nie mogła zrozumieć jej motywów. Przecież to nie Łucja Maciejewska podjęła decyzję o jej zwolnieniu. Prawdopodobnie nie wiedziała nawet o ich romansie. Co zatem kierowało tą kobietą?
- Dlaczego to pani robiła? Po co ten pocięty obraz, perfumy jej byłego męża? To przecież chore – powiedziała nie kryjąc zniesmaczenia.
Pula wyprostowała się dumnie, jakby Stańczyk zarzucała jej coś nieprawdziwego.
- Dręczyłam ją. Przyznaję się. Ale chciałam tylko, żeby cierpiała, tak jak ja.
Milena spojrzała jej głęboko w oczy, starając się zabrzmieć obojętnie, choć słowa Pauli wywołały w niej uczucie pogardy.
- Sądzi pani, że cierpienie po stracie męża to zbyt mało?
Nie czekając na odpowiedź, obeszła biurko i ruszyła w kierunku wyjścia. Usłyszała jeszcze, jak Albert wyłącza dyktafon. Drzwi nie zdążyły się za nią dobrze zamknąć, a on już szedł obok niej. Skinął na młodego policjanta dyżurnego by zerknął na pokój przesłuchań i siedzącą w nim Paulę.
- Zostawimy ją na dwadzieścia cztery godziny – oznajmił.
Milena skinęła głową, wyraźnie zadowolona.
- Należy jej się – wymamrotała.
- To też. Ale mamy podstawy do zatrzymania. Nie wiemy, czy ta kobieta nie ma na sumieniu śmierci Maciejewskiego. Moim zdaniem, wciąż jest bardzo urażona. W takich sytuacjach kobiety bywają niebezpieczne.
- Strach się bać – powiedziała sierżant i zerknęła na zegarek. – Za dwadzieścia minut muszę być na kolacji ze swoim chłopakiem. Inaczej stanie się byłym chłopakiem. Krzemień popsuła mi humor. Przez takie kobiety jak ona, wstydzę się za swoją płeć. – odetchnęła głęboko - Nie zepsuje mi tej kolacji.
Komisarz skinął głową.
- Jasne, jedź do domu. Przetrzymam ją do jutra. Jak dostanę ekspertyzę, napiszę ci esemesa, żeby przypadkiem nie przeszkadzać w randce.
- Świetnie. Będę zobowiązana. – Milena rzuciła ostatnie spojrzenie w kierunku drzwi do pokoju przesłuchań i ruszyła w kierunku schodów. Nie potrafiła zrozumieć, jak jedna kobieta może w tak paskudny sposób mścić się na drugiej za swoje niepowodzenia? Wiedziała, że powinna zachować dystans, przecież nie raz coś takiego widziała. Ale zwykle było to uzasadnione. Tymczasem spotkała osobę, która kompletnie pozbawiona była moralności. Może nie powinna, ale naprawdę zaczęła współczuć Łucji Maciejewskiej. Jej mąż nie tylko nie był wzorem cnót, ale dodatkowo skazał ją na zemstę swojej kochanki…
Milena nie chciała sobie nawet wyobrażać, że ją spotyka coś takiego. Nawet kiedy jadła z Michałem pyszną kolację, w ustach wciąż czuła wielki niesmak.

***

Łucja siedziała na kanapie i wpatrywała się w migające obrazy wyświetlane na wielkiej plazmie. Pozwoliła, by to Dorian zrobił kolację. Ona nie czuła się na siłach. Cały czas myślała o Pauli. Zapach panujący w całym domu nie pozwalał jej zresztą myśleć o niczym innym. Pootwierała okna zaraz po powrocie do domu, ale nie udało się całkowicie wywietrzyć wnętrza. Wciąż dało się wyczuć zapach perfum Ernesta.
Paula zapewniała, że nic nie zrobiła. Ale Łucja w to nie wierzyła. Dorian zadzwonił na komisariat i dowiedział się, że kobieta zostanie przetrzymana do jutra, by rozwiać wszystkie niejasności. Oni tymczasem mieli jasność. Złapali ją na gorącym uczynku. Oczywiste było dla nich, że to ona stoi za zabójstwem Ernesta.
Łucja próbowała odtworzyć w myślach tamten wieczór. Klatka po klatce, przypominała sobie wszystko. Przyszła tam chwilę po Pauli. Tamta nie zdążyłaby w tym czasie go zabić. Musiała zrobić to wcześniej, a potem chciała wrócić po obraz. Tak, na pewno tak było. Kiedy czekały na policję, Łucja była w takim amoku, że nie wiedziała, co się dookoła dzieje. Paula mogła w tym czasie schować obraz i potem zeznać, że zniknął. Wszyscy byli zajęci zwłokami. Kto szukałby obrazu?
Schowała twarz w dłoniach. To było takie logiczne. Jak mogła nie pomyśleć o tym wcześniej? Dorian wspominał, że Paula mówiła kiedyś, że ona i Ernest mieli romans. Potem Ernest ją zwolnił, a więc musiał ją rzucić. A ona w akcie zemsty postanowiła go zabić.
- Łucja? – Dorian pochylił się ku niej. – Chodź, musisz coś zjeść. Jesteś strasznie blada.
Spojrzała na niego, jakby właśnie wyrwał ją ze snu. Skinęła głową, choć wcale nie była głodna. Dała się zaprowadzić do kuchni i usiadła na najbliższym krześle. Dorian nalał jej wina i postawił koło talerza. Zrobił spaghetti. Wyglądało pysznie, ale ona zamiast jeść, tylko nawijała makaron na widelec i przekładała go w inne miejsce.
- Musisz jeść. Umówiliśmy się przecież na kolację, pamiętasz? – spojrzał na nią zmartwiony.
- Nie mogę przestać o niej myśleć. Jak… jak mogła?
Dorian wypił trochę wina i pokręcił głową.
- Nie wiem. W ogóle nie potrafię sobie wyobrazić, że kobieta jest w stanie skręcić mężczyźnie kark. Ale nie powinnaś się tym teraz zadręczać. To sprawa dla policji. Ważne, że jesteś bezpieczna i nikt nie będzie uprzykrzał ci życia.
Łucja odetchnęła głęboko. W jej oczach zalśniły łzy.
- Ja po prostu… Nie mogę uwierzyć, że przez taką błahostkę go zabiła. Że przez głupi romans zabrała mi męża. Gdybym wiedziała… Gdybym wiedziała o tych wszystkich zdradach, pewnie byśmy się rozwiedli. Ale on wciąż by żył. Nie zasługiwał na taki los – powiedziała Łucja, szybko rozmazując palcami łzy spływające po policzkach. Dorian wstał, obszedł stół i podszedł do niej. Dotknął dłonią jej policzka, a ona przytuliła się do niego, opierając głową na twardej klatce piersiowej.
- Nie mogę tego znieść… - szepnęła płacząc.
- Wiem. Ale to minie, zobaczysz.
Głaskał ją uspokajająco, aż w końcu przestała płakać i odsunęła się od niego.
- Jedzmy, zanim całkiem ostygnie – powiedziała z bladym uśmiechem.
Dorian wrócił na swoje miejsce i kolacje zjedli już w nieco lżejszej atmosferze. Potem Łucja postanowiła pozmywać, ale Dorian nie mógł siedzieć bezczynnie, więc wycierał naczynia.
- Powinienem już iść. Jest późno, a ty na pewno jesteś zmęczona – powiedział, kiedy skończyli.
Łucja skinęła głową.
- Jestem. – przyznała – Ale chyba nie chcę jeszcze zostać sama.
- Mam zostać?
- Tak. Proszę.
Wiedziała, że brzmi żałośnie. Wiedziała też, że Dorian wyczuł w jej tonie, że nie prosi go tylko o to, by został. Odetchnęła głęboko, czekając na jego decyzję. Mógł poczuć się wykorzystywany. Lgnęła do niego, jak tylko była w dołku. Nawet jeśli teraz myślał o tym samym, bez słów przygarnął ją do siebie i odszukał ustami jej wargi. Muskał je delikatnie, a gdy całkowicie mu się poddały, wsunął do ich wnętrza swój język. Jęknęła cichutko i zarzuciła mu ramiona na szyję. Jego dłonie zaś, wędrowały po jej ciele i w końcu zacisnęły się na jej pośladkach. Przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej i posadził na najbliższym blacie. Pieścił językiem jej usta, a gdy odchyliła głowę do tyłu, to samo zrobił z jej szyją. Łucja nie pozostawała mu dłużna. Sięgnęła dłońmi do jego rozporka i przez chwilę dotykała go przez materiał dżinsów. Kiedy poczuła, że jest nabrzmiały, uwolniła go z ciasnych dżinsów i obsunęła je na tyle, by bez przeszkód pieścić jego członka. Oczy zaszły mu krwią, gdy jej posuwiste ruchy robiły się coraz szybsze i odważniejsze. Nie zapomniała też o jądrach, co przyprawiło go o szybsze bicie serca. Chciał jej posmakować, zanim znajdzie się w jej ciepłej, wilgotnej szczelinie, więc rozłożył jej nogi szerzej i z jej pomocą zsunął obcisłe rurki. Odsunął na bok ładne, różowe figi i skierował kciuk ku łechtaczce. Po chwili klęknął na ziemi, a jego głowa znalazła się między jej rozwartymi udami. Ciągle masując różany guziczek, skierował swój język na nabrzmiałe delikatnie płatki. Muskał je nim i smakował, aż wreszcie rozchylił i wsunął język nieco głębiej, by drażnić ją i doprowadzać do ekstazy. Łucja zaciskała dłonie na jego głowie, przeczesując nimi gęste włosy. W końcu oderwał się od niej z uśmiechem zadowolenia na twarzy, a ona zamrugała zaskoczona.
- Chodź do mnie - mruknął prosto do jej ucha i gwałtownym ruchem przyciągnął ją do siebie, sprawiając, że spadła z blatu. Jej oddech stał się płytki, a ciało na sekundę zastygło w oczekiwaniu. Złożył na różowych ustach szybki pocałunek i odwrócił ją tyłem do siebie. Jej pośladki otarły się o jego przyrodzenie. Pomasował jeden z nich dłonią wciąż wilgotną od jej soków i klepnął go na tyle mocno, by pozostawić różowy ślad. Obsunął jej majtki do połowy ud. Łucja rozchyliła nogi zapraszająco. Nie czekając dłużej, wbił się w nią głęboko, wzdychając cicho i mamrocząc jakieś przekleństwa. Ona tymczasem wypięła się jeszcze bardziej, unosząc lekko na stopach. Od zaciskania dłoni na blacie, zbielały jej kłykcie. Z gardła wydobywały się urywane jęki. Dorian sięgnął dłonią do jej ust, jakby chciał je zasłonić, a ona wzięła jego palec wskazujący między wargi i ssała go, zataczając na nim kółka językiem. Bardzo mu się to spodobało, zadziałało na jego wyobraźnie i jeszcze bardziej podsyciło pożądanie, które ich otaczało. Wyszedł z niej gwałtownie i znowu ją obrócił, tak, że ich twarze znalazły się naprzeciwko siebie.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - powiedział chrapliwie i pociągnął ją za sobą do salonu, prosto na skórzaną kanapę. Usiadł na niej i posadził sobie Łucję na kolanach, tak, że od razu nadziała się na jego sterczącą męskość. Ruchy jej bioder stały się płynne i teraz rytmicznie uderzały o jego biodra. Pomagał jej, mocno zaciskając dłonie na jej pośladkach - przyciągając ją i odpychając raz za razem. Pieścił ustami jej szyję, czując na języku słodko-słony smak jej potu. Łucja odchyliła głowę do tyłu. Jej ciemne włosy opadły na plecy, które teraz gładził jedną ręką. Wplótł ją w kasztanowe fale i przyciągnął jej twarz do swojej. Ich usta znów zwarły się w namiętnym pocałunku. Ledwo starczało im tchu. Po chwili ciało Łucji napięło się jak struna. Uda zacisnęły się mocno na eksplodującej męskości. Oboje doszli niemal równocześnie, wydając ciche okrzyki spełnienia. Kobieta opadła na Doriana całkiem wyczerpana. Przytulił ją do siebie, wciąż lekko głaskając wilgotne, splątane włosy.
Nie odzywali się do siebie długi czas. Ta forma, fizyczna forma kontaktu była dla nich najbezpieczniejsza i najłatwiejsza, bo rozumieli się w niej doskonale. Słowa wszystko utrudniały. Pojawiały się wyrzuty sumienia, niepotrzebne oskarżenia, czy inne nieporozumienia. Może Łucja tak właśnie musiała odreagowywać. Może dla Doriana, który nigdy nie był w poważnym związku, seks był jedyną możliwą relacją. Może dla wdowy, która wciąż kocha zmarłego męża, to też idealna opcja. Może. Żadne z nich o to nie pytało i żadne nie chciało znać odpowiedzi. Tak było po prostu najłatwiej, zwłaszcza po tak okropnym i pełnym napięcia dniu.
W końcu Łucja odsunęła się od niego z bladym uśmiechem i zaczęła się rozglądać za jakimś okryciem.
- Dziękuję, że dzisiaj przyjechałeś. Gdyby nie ty, nie wiem, czy te prześladowania by się skończyły... – powiedziała, sięgając po koc leżący na oparciu kanapy.
- Cieszę się, że mogłem się przydać. Najważniejsze, że złożyłaś oficjalną skargę. Dzięki temu przetrzymają ją i wyciągną od niej co trzeba.
Łucja skinęła głową. Nie chciała kontynuować tematu, bo było to dla niej za ciężkie. Chciała jedynie podziękować mu za to, że z nią był i szybko się pożegnać, bez żadnych ckliwych słów. Dorian wyczuł to i odchrząknął.
- Powinienem już iść. Mam jutro rano spotkanie - wymamrotał i zaczął się ubierać.
- Jasne, jeszcze raz dziękuję... za wszystko - dodała, choć po chwili tego pożałowała. Czy naprawdę podziękowała mu za seks? Dorian nieco się skrzywił, ale nieznacznie skinął głową.
- Gdyby coś się działo, po prostu zadzwoń. - powiedział zapinając spodnie. Kiedy już się ubrał, podszedł do niej i musnął ustami jej policzek. - Do zobaczenia.
- Pa. - uśmiechnęła się lekko i odprowadziła go wzrokiem do drzwi.
Potem została sama. Poszła do łazienki, założyła szlafrok i wróciła do kuchni. Sięgnęła po kieliszek napełniony winem i klapnęła na najbliższym krześle. Zaczęła głęboko żałować, że spławiła Doriana. Samotność ponownie chwyciła ją w swoje żelazne szpony i nic nie zwiastowało tego, że uda jej się z nich wyrwać.

***

Dorian miał ochotę zapalić. Pierwszy raz od czterech lat. Mniej więcej wtedy rzucił palenie. Udało mu się to zrobić z dnia na dzień, bo nie mógł otrząsnąć się po widoku swojego schorowanego dziadka, walczącego z rakiem płuc. Dziadek umarł, ale podpalał do samego końca, chowając się w szpitalnych toaletach. On nie zamierzał doprowadzić się do takiego stanu. Obiecał sobie, że już nigdy nie weźmie tego świństwa do ust. Ale teraz oddałby wszystko za jednego papierosa…
Seks był doskonały, jak zwykle zresztą, ale męczyło go, że jest dla tej kobiety jedynie odskocznią. Normalnie miałby to gdzieś, ale chodziło o Łucję. Czuł jakąś dziwną potrzebę przebywania z nią. Westchnął. Może powinien podjechać do jakiegoś nocnego sklepu i kupić paczkę fajek? Zadzwonić do jakiejś koleżanki, upić się i usnąć w jej ramionach? Do kogo mógłby zadzwonić? Zastanawiał się, podchodząc do swojego samochodu, zaparkowanego przed bramą Łucji. Wcisnął przycisk na kluczykach i otworzył auto. W momencie w którym położył dłoń na klamce, poczuł przeszywający ból w czaszce. Chciał coś powiedzieć, krzyknąć, ale język odmówił mu posłuszeństwa. Po chwil poczuł kolejne uderzenie. Ciemność pochłonęła go całkowicie.

***

Następnego dnia, Łucja nie szła do pracy, ale uznała, że nie powinna siedzieć w domu, zwłaszcza, że dzisiaj pogoda była wyjątkowo ładna. Słońce mocno świeciło, a niebo było niemal bezchmurne. Postanowiła pojechać na cmentarz. Ciągle odwlekała to w nieskończoność, a przecież już pogodziła się z losem. Wiedziała, że Ernest nie wróci. Powinna wreszcie wziąć się w garść i odwiedzić zmarłego męża. Zwłaszcza, że miała mu bardzo wiele do powiedzenia.
Wzięła prysznic, zjadła śniadanie i ubrała się, nie zawracając sobie głowy makijażem. Kiedy wyszła z domu, zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w stronę samochodu. Jednocześnie wcisnęła przycisk otwierający bramę, zerknęła na nią, by sprawdzić, czy ta się otwiera i zatrzymała się w pół kroku.
Samochód Doriana wciąż stał przed jej bramą. Zmarszczyła brwi i poszła w jego kierunku. Była pewna, że słyszała wczoraj samochód który odjeżdżał spod jej domu. Czyżby to był sąsiad? Nie podejrzewała Doriana o czatowanie pod jej domem. Może po prostu zamówił taksówkę? Ale po co? Przecież nie wypił nawet pełnego kieliszka z winem. Kiedy podeszła do samochodu, zorientowała się, że jest pusty. Nie wiedziała czemu, ale poczuła dziwny niepokój. To nie było normalne. Szybko wyciągnęła komórkę z torebki i wybrała numer Doriana. Miała nadzieję, że sprawa zaraz się wyjaśni...
Tymczasem po chwili usłyszała dzwonek komórki i rozejrzała się wokół. Telefon Doriana leżał w pobliżu tylnego koła. Rozłączyła się i odjęła telefon od twarzy.
Teraz przestraszyła się nie na żarty. Odetchnęła głęboko i zaczęła się zastanawiać co robić. W jej głowie pojawiła się straszna myśl. Drżącymi dłońmi wybrała numer sierżant Stańczyk.
Policjantka odebrała niemal natychmiast.
- Stańczyk, słucham.
- Pani sierżant, ja... Czy Paula Krzemień została wczoraj zwolniona z aresztu? - zapytała Łucja. Nie poznawała swojego głosu. Nic dziwnego, że sierżant również miała z tym problem.
- Pani Maciejewska? – upewniła się.
Łucja skinęła głową, choć przecież policjantka nie mogła tego zobaczyć.
- Tak, to ja. Proszę mi powiedzieć, czy Paula wyszła z aresztu?
- Nie. Zostanie zwolniona dopiero dzisiaj. Przesłuchamy ją za godzinę.
Łucja zadrżała.
- Więc to nie ona - szepnęła cicho.
- Słucham? Co pani powiedziała? - sierżant Stańczyk wydawała się coraz bardziej zaciekawiona jej telefonem.
Łucja sama nie była pewna tego, czy Dorianowi faktycznie coś się stało, ale musiała działać.
- Wczoraj.. To znaczy dzisiaj… - plątała się – Dorian był u mnie wczoraj kiedy wróciliśmy z komisariatu. Potem powiedział, że musi iść, bo rano ma spotkanie. – Odetchnęła głęboko, patrząc na jego samochód. Miała bardzo złe przeczucia – Ale jego auto wciąż tu stoi. Dzwoniłam do niego i wtedy okazało się, że telefon leży na ziemi, obok samochodu. Coś… Coś musiało się stać. Dorian zniknął.
W słuchawce na chwilę zaległa cisza. Łucja wiedziała, że sierżant Stańczyk analizuje to, co właśnie usłyszała.
- Proszę wrócić do domu, pani Maciejewska. Za chwilę przyjadę wraz z komisarzem Nożyńskim. Na wszelki wypadek proszę się zamknąć na cztery spusty i nikogo nie wpuszczać, dopóki nie przyjedziemy. Czy to jasne?
- Tak, rozumiem.
Łucja rozłączyła się i pobiegła do domu. Bała się, ale jeszcze bardziej martwiła się o Doriana. Nie zniknąłby tak po prostu. Sierżant Stańczyk też wydawała się przejęta, a więc jej przeczucia były słuszne. Ktoś musiał zaskoczyć go przed samochodem, kiedy zamierzał jechać do domu. Tylko kto? Paula była przecież w areszcie, a nikt inny nie przychodził jej do głowy…
Aż podskoczyła, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Cholera, z nerwów zapomniała zamknąć bramę. Zastanawiała się, czy nie powinna udawać, że nie ma jej w domu, ale przecież jeszcze chwilę temu stała na podjeździe. Ktoś mógł ją zobaczyć. Postanowiła chociaż zerknąć kto to. Gdy podeszła do drzwi, serce waliło jej jak oszalałe. Zerknęła przez lipko i ku wielkiemu zdumieniu zobaczyła Huberta. Otworzyła drzwi, ignorując zakaz sierżant Stańczyk i spojrzała na niego nie kryjąc zaskoczenia.
- Hubert? Co tu robisz?
Pacjenci nie znali jej adresu. W nagłych wypadkach mogli jedynie zadzwonić na jej prywatny numer.
- Przepraszam, pewnie nie powinienem przychodzić, ale przejeżdżałem tędy i zobaczyłem panią na placu. Chyba powinienem odjechać, ale zawróciłem, żeby chociaż się przywitać.
Łucja uśmiechnęła się nieznacznie. Wciąż była bardzo zdenerwowana.
- Nic się nie stało. Jestem po prostu zaskoczona. Co tu robiłeś? – zapytała nieco podejrzliwie. Teraz dosłownie każdy wydawał jej się groźny.
- Byłem w pobliskim parku z dziewczyną. Ona mieszka na sąsiednim osiedlu.
Kobieta w duchu zganiła samą siebie, że jest niemądra i szerzej otworzyła drzwi. W innych warunkach, nie wpuściłaby żadnego pacjenta do domu, ale teraz zwyczajnie nie chciała być sama. Bała się. W oczekiwaniu na przyjazd policji, postanowiła poczęstować Huberta sokiem pomarańczowym, więc zaprosiła go do kuchni.
- Coś się stało? – zapytał, widząc, jak trzęsą jej się dłonie.
Pokręciła głową przecząco, choć nie wyglądało to zbyt przekonująco.
- Nie jesteśmy na terapii. Teraz to ty możesz się otworzyć – uśmiechnął się do niej przyjaźnie, dodając jej otuchy.
I tak postąpiła nieetycznie wpuszczając go do domu, więc równie dobrze mogła powiedzieć choć część tego, co leżało jej na sercu.
- W moim życiu sporo się dzieje. Straciłam męża…
- Tak, wiem. To dlatego nie przychodziłaś do pracy – stwierdził łagodnie.
Skinęła głową. Nie zamierzała pytać skąd o tym wie. Wiele gazet się rozpisywało się na ten temat. Doceniała, że wcześniej o tym nie wspominał.
- Myślałam, że osoba odpowiedzialna za jego śmierć została aresztowana. Ale teraz nie jestem tego taka pewna. Mój przyjaciel… On też zniknął.
- Jak to? – Hubert wydawał się zaskoczony. – Mają ze sobą coś wspólnego?
Łucja pokręciła głową.
- Tylko tyle, że obaj byli ze mną blisko – mruknęła i zastygła w bezruchu. – O Boże – szepnęła. No właśnie. To ona była kluczem do tej sprawy. To wszystko przez nią. Czuła, że blednie jak ściana. Ten fakt był dla niej okrutnie bolesny.
- Nie zadręczaj się. Jestem pewien, że to nie twoja wina – powiedział Hubert i zbliżył się do niej. Chwycił jej drżącą dłoń w swoją i powiedział: - Nie masz z tym nic wspólnego.
Łucja wyrwała rękę i zaczesała nią kosmyk włosów za ucho. To było nie na miejscu.
- Hubercie, przepraszam cię, ale chyba powinieneś już iść. Czekam na kogoś.
Zmarszczył brwi.
- Na tego kto zostawił ten samochód? – zapytał bez ogródek.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Nie. Ale…
- To dobrze, bo on nie przyjdzie. – przerwał jej.
Łucja otworzyła buzię by coś powiedzieć, ale nie umiała znaleźć słów. Ta rozmowa była coraz bardziej dziwaczna. Hubert patrzył na nią zatroskany, ale w jego głosie brzmiała jakaś niepokojąca nuta, kiedy mówił, że nie powinna się tym przejmować.
- Co miałeś na myśli, mówiąc, że on nie przyjdzie? – zapytała rozdrażniona.
- To co słyszałaś. Wczoraj zabawił tu zdecydowanie zbyt długo – mruknął krzywiąc się na samą myśli.
- Skąd ty… - zamarła. Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. – Byłeś tu?
- Oczywiście, że tak. To znaczy, nie tu. Przed domem. Czekałem aż ten kochaś stąd wyjdzie.
Zrobiło jej się niedobrze i zaczynało brakować jej powietrza.
- Po co?
Uśmiechnął się rozbawiony.
- Co to za pytanie, głuptasie? Musiałem uwolnić cię od niego. To chyba oczywiste.
Łucja zatrzęsła się z gniewu i przerażenia. Nie wiedziała, które z tych uczuć przeważa, ale była gotowa rzucić się na niego w każdej chwili.
- Co mu zrobiłeś?
- Nie przyjmuj się tym, proszę. Nie chcę żebyś znowu cierpiała.
W gardle urosła jej wielka gula.
- Znowu? – zapytała cicho. Oczy zaszły jej łzami. Cala zesztywniała. – To ty go zabiłeś? Zabiłeś mojego męża?! – krzyknęła rzucając się na niego z pięściami.
Złapał ją za nadgarstki i wykręcił jej ręce do tyłu, obracając ją tak, by oparła się o niego plecami.
- Musiałem. Tylko tak mogłem sprawić, żebyśmy wreszcie się połączyli. Jesteśmy dla siebie stworzeni, wiesz o tym. Kiedy odeszłaś za pierwszym razem, straciłem nadzieję. Ale potem znowu się odnaleźliśmy. Tylko, że ty mnie nie pamiętasz… - zacharczał jej do ucha. – To nic. Ważne, że teraz będziemy mogli być razem. Musisz tylko zapomnieć o tym drugim mężczyźnie.
Łucja próbowała mu się wyrwać. Bezskutecznie. W końcu z całej siły uderzyła piętą w jego stopę. Zajęczał z bólu, ale nie poluzował uścisku, więc ugryzła go w rękę. Wyrwała się i zaczęła biec w kierunku drzwi wyjściowych. Była już blisko, kiedy złapał ja za bluzkę i pociągnął, a ona straciła równowagę i poleciała jak długa, uderzając głową o nóżkę od wieszaka. Pociemniało jej w oczach. Powoli przewróciła się na plecy i spojrzała na swojego oprawcę. Obraz był zamazany, poczuła też jakąś wilgoć na skroni. Wiedziała, że za chwilę straci przytomność.
- Zaraz… będzie tu… policja – wyszeptała na tyle głośno, by ją usłyszał.
Pochylił się ku niej z uśmiechem, który wydawał jej się nienaturalny, upiorny. Odpływała.
- Nie szkodzi, kochanie. Nas już tutaj nie będzie.
Dodał/a: Danielle. w dniu 28-12-2016 - czytano 944 razy.
Słowa kluczowe: opowiadanie seks zdrada romans Danielle.


Komentarze (8)

L.dnia 2016-12-29 23:39:18.

Piekne i strszne pod koniec. Nie spodziewając sie, ze Hubert... no zdadzą sie

benodnia 2016-12-30 07:48:54.

super !!!!!!!!!!!

zakochana dnia 2016-12-30 13:59:48.

Genialny rozdział! Nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji. Już nie mogę się doczekać następnego. 💖💖💖

Nynadnia 2017-01-06 01:27:11.

Czekam z niecierpliwoscia na dalszy! Codziennie sprawdzam!

Zagadkowadnia 2017-01-28 21:01:04.

To opowiadanie jest niesamowite. Bardzo się w nie wciągnęłam. Czy można liczyć na kontynuację? Chociażby po to żeby czytelnicy dowiedzieli się co się stało z Łucją i Dorianem?
Gdybyś wydała książkę z tymi bohaterami i twoją pomysłowością zarówno wątkową jak i szczegółową. Ahh, mogłabym czytać bez końca

Zagadkowadnia 2017-01-28 21:12:11.

Niesamowite opowiadanie. Bardzo się w nie wciągnęłam. Masz doskonałe pomysły! :D Czy będzie jeszcze jakiś rozdział w którym dowiemy się co z Łucją i Dorianem?? Bardzo na to liczę :D

Danielle.dnia 2017-02-06 23:26:51.

Kochani, oczywiście że bedzie kolejna część. Wiem, że minęło sporo czasu... Muszę usprawiedliwić się sesją. Kolejną część skończę najpóźniej pojutrze (tj. w środę) i od razu tu wrzucę. Jeśli komuś nie chce się czekać do momentu, w którym opowiadanie zostanie zatwierdzone przez administratora, to zapraszam na bloga :)

majlidnia 2017-02-09 11:25:19.

Mam nadzieję, że niedługo coś dodasz. Strasznie brakuje mi twojego opowiadania. :-P


Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Oczy w kolorze kłamstw cz.15"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)